"-Nie masz mi nic do powiedzenia?-krzyknęłam w geście zdenerwowania.
-Nie.-powiedział srogo na mnie patrząc, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Wytłumaczy mi ktoś o co mu chodzi?
Bo ja już mam serdecznie dość na dzisiaj."
Wyszłam z pomieszczenia ze łzami w oczach. Byłam zszokowana tym wszystkim co się dziś stało. Czy możliwe waszym zdaniem jest pokochać człowieka którego dotąd się nienawidziło? Nauczyciela, który był najgorszy ze wszystkich? Gdy opuściłam cały budynek na moją twarz zaczęły spadać krople deszczu. Nie zważając na to szłam dalej. Zimny powiew wiatru kierował kosmyki moich włosów w każdą możliwą stronę. Było mi strasznie zimno, tym bardziej że byłam ubrana jedynie w jeansową spódniczkę i koszulkę na ramiączkach. W tamtym momencie jednak musiałam to jakoś zlekceważyć i iść dalej. O tej godzinie nie kursowały autobusy, więc pozostało mi dojście do domu pieszo. Nagle po mojej prawej stronie zaczęła zatrzymywać się czerwona Honda. Cóż, nigdy wcześniej nie widziałam tego auta i nie wiedziałam do kogo należy, więc nie zwróciłam na niego specjalnej uwagi. Auto jechało mniej więcej taką prędkością jaką ja szłam. Wydało mi się to niepokojące, więc przystanęłam i spojrzałam na szybę, która powoli zaczęła się rozsuwać.
Zgadniecie kto był kierowcą? Rafał. Ten sam, który jeszcze pół godziny temu powiedział, że nie możemy się spotykać.
-Czego ode mnie chcesz?-powiedziałam najniemilej jak tylko mogłam.
-Podwiozę Cię.
-Nie. Poradzę sobie.
-Wsiadaj do tego cholernego samochodu, bo zaraz z niego wyjdę i już tak miło nie będzie.
Lekko przestraszona wsiadłam do pojazdu. Ledwo zapięłam pas, a Rafał już ruszył z piskiem opon ciągle zwiększając prędkość. Nie wiem czemu się tak spieszył.
Zobaczyłam swój dom, zaczęłam już szykować się do wyjścia, gdy zorientowałam się, że mężczyzna wcale się przy nim nie zatrzymał.
-Zaraz, zaraz... minąłeś mój dom.-powiedziałam zdezorientowana.
-Wiem.-odburknął tylko nawet na mnie nie patrząc.
-Zawróć! Nie chcę nigdzie z Tobą jechać. Nie rozumiesz tego?
-Nie.
Łzy napłynęły mi do oczu. Byłam bezradna i nie wiedziałam, gdzie ten wariat mnie wiezie.
Po ok. 30 min. zatrzymaliśmy się przy stacji benzynowej. Na dworze było już całkiem ciemno.
-Poczekaj tutaj.-warknął wychodząc z auta.
Myślał, że jestem głupia i tu zostanę? Wyszłam z auta rozglądając się i szukając jakiegoś punktu, który uświadomiłby mnie gdzie jesteśmy.
Po chwili zrozumiałam, że jesteśmy na jakiejś starej stacji w środku lasu. Kompletnie nie wiedziałam w którą stronę mam iść. Rozejrzałam się jeszcze dookoła sprawdzając, czy Rafał już nie wraca. Poszedł kupić zapewne jakieś jedzenie. Nie tracąc jednak czasu ruszyłam w przeciwną stronę, tzn. w tą, z której jechaliśmy. Byłam naprawdę przerażona. Sama. W nocy. W ciemnym lesie. Naprawdę nie mogłam lepiej spędzić piątku.
Nagle zawahałam się, czy może nie wrócić? Przecież sobie nie poradzę...
Moje rozmyślenia przerwał strzał...
When a dark wind kidnaps peace...
Strony
piątek, 29 maja 2015
sobota, 23 maja 2015
Darkness is everywhere / Rozdział 3
"W końcu doszliśmy do mojego domu. Było już naprawdę bardzo późno, a ja nawet nie zadzwoniłam do mamy.
Skarciłam się w myślach.
-A więc tu mieszkasz Agnieszko?
-Tak, to tutaj. Dziękuję za poświęcony mi czas.-uśmiechnęłam się delikatnie.
Gdy wypowiedziałam te słowa, Rafał zaczął się do mnie przybliżać...
Przeraziłam się..."
Był coraz bliżej i bliżej. W końcu nasze twarze dzielił jedynie centymetr i nasze usta złączyły się w pocałunku. Szybko oderwałam się od faceta i nic nie mówiąc pobiegłam do domu. Roztrzęsiona wpadłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Jak ja mam się teraz pokazać w szkole? Jego wzrok na mnie. Tak strasznie boję się jutra.
***
Szłam korytarzem, rozglądając się. Chciałam uniknąć Rafała. Los jednak jak zwykle zaczął płatać mi figle. Gdy spuściłam głowę w dół, aby zobaczyć czy przypadkiem nie rozwiązała mi się sznurówka, wpadłam na mężczyznę. Był ode mnie wyższy, więc odruchowo spojrzałam w górę. Jego wzrok powędrował na moje usta po chwili ponownie wracając do oczu i tak w kółko. Ja również błądziłam wzrokiem po jego twarzy. Nie mogłam się ruszyć. I powodem tego nie był jedynie mocny uścisk Rafała, lecz również moja niechęć do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Czemu czułam się przy nim tak dobrze, chociaż starałam się go unikać? To chore. Po dłuższej chwili usłyszałam 5 słów, które z niewiadomych powodów uderzyły w moje serce.
-Nie możemy się więcej spotykać.- powiedział mężczyzna z ogromną powagą.
Byłam przerażona. Tak naprawdę to nie wiem dlaczego, ale poczułam do niego sympatię. Teraz. Akurat w tym momencie, w którym powiadomił mnie o fakcie iż nie możemy się spotykać.
-Co? Dlaczego?-wypowiedziałam te słowa z taką śmiałością, że sama się sobie zdziwiłam. Lecz było to jak myślę spowodowane moim oburzeniem.
On jednak nic nie mówiąc chwycił mnie za rękę tak mocno, że chyba nie dopływała mi do niej krew i pociągnął za sobą w stronę pomieszczenia w szkole, o którym wcześniej nie wiedziałam. Weszliśmy do niego przez duże i dość masywne drzwi. Pokój był duży i przestronny.
-Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?-Spytałam oszołomiona i zdenerwowana.
Rafał nic nie powiedział, tylko usiadł na krześle i schował twarz w dłoniach.
-O co tu do cholery chodzi?! Po co ta cała szopka co?
Spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. Ten wzrok sprawił, że nogi się pode mną ugięły.
Wzięłam dla siebie drugie krzesło i usiadłam obok niego. Nie rozumiałam nic z tej sytuacji, ale zrobiło mi się go żal.
-To nie jest tak jak myślisz...-odrzekł tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
*Perspektywa Rafała*
Nie mogłem już dłużej wytrzymać, ona nic nie rozumie. Nie mam jej tego za złe, bo sam na jej miejscu nie wiedziałbym o co chodzi... Ale ja nie mogę się powstrzymać, gdy na nią patrzę to po prostu mnie ponosi, nie mogę nad sobą zapanować.
W końcu wodze puściły i mimowolnie złapałem ją za tył głowy przyciągając do siebie i łącząc nasze twarze w namiętnym pocałunku. Myślałem, że będzie tego chciała, ale gdy nasze usta się rozłączyły, wstała i odsunęła się do tyłu.
-Najpierw mówisz "Nie możemy się spotykać"-zacytowała moje wcześniejsze słowa- a teraz co? Może mi zaraz powiesz "Chodź się ruchać"?
Patrzyłem na nią, a ona na mnie. Miała rację. Zaprzeczałem sam sobie. Ale musiałem. Nie miałem innego wyjścia. To wszystko jest takie zagmatwane, ale ani wam, ani jej nie mogę zdradzić prawdy.
*Perspektywa Agnieszki*
Znam prywatnie Rafała w sumie jeden dzień, a już poczułam do niego coś, czego nigdy wcześniej nie czułam. To było dziwne. Ale oczekiwałam jego tłumaczeń.
-Nie masz mi nic do powiedzenia?-krzyknęłam w geście zdenerwowania.
-Nie.-powiedział srogo na mnie patrząc, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Wytłumaczy mi ktoś o co mu chodzi?
Bo ja już mam serdecznie dość na dzisiaj.
_________________________________________________________________________
Elo, elo! Mamy już 3 rozdział! Po dłuższej przerwie, ale jest! Bardzo dużo się tu wydarzyło! Następny rozdział możliwe, że ukarze się w poniedziałek! Pozdrawiam :>
Skarciłam się w myślach.
-A więc tu mieszkasz Agnieszko?
-Tak, to tutaj. Dziękuję za poświęcony mi czas.-uśmiechnęłam się delikatnie.
Gdy wypowiedziałam te słowa, Rafał zaczął się do mnie przybliżać...
Przeraziłam się..."
Był coraz bliżej i bliżej. W końcu nasze twarze dzielił jedynie centymetr i nasze usta złączyły się w pocałunku. Szybko oderwałam się od faceta i nic nie mówiąc pobiegłam do domu. Roztrzęsiona wpadłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Jak ja mam się teraz pokazać w szkole? Jego wzrok na mnie. Tak strasznie boję się jutra.
***
Szłam korytarzem, rozglądając się. Chciałam uniknąć Rafała. Los jednak jak zwykle zaczął płatać mi figle. Gdy spuściłam głowę w dół, aby zobaczyć czy przypadkiem nie rozwiązała mi się sznurówka, wpadłam na mężczyznę. Był ode mnie wyższy, więc odruchowo spojrzałam w górę. Jego wzrok powędrował na moje usta po chwili ponownie wracając do oczu i tak w kółko. Ja również błądziłam wzrokiem po jego twarzy. Nie mogłam się ruszyć. I powodem tego nie był jedynie mocny uścisk Rafała, lecz również moja niechęć do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Czemu czułam się przy nim tak dobrze, chociaż starałam się go unikać? To chore. Po dłuższej chwili usłyszałam 5 słów, które z niewiadomych powodów uderzyły w moje serce.
-Nie możemy się więcej spotykać.- powiedział mężczyzna z ogromną powagą.
Byłam przerażona. Tak naprawdę to nie wiem dlaczego, ale poczułam do niego sympatię. Teraz. Akurat w tym momencie, w którym powiadomił mnie o fakcie iż nie możemy się spotykać.
-Co? Dlaczego?-wypowiedziałam te słowa z taką śmiałością, że sama się sobie zdziwiłam. Lecz było to jak myślę spowodowane moim oburzeniem.
On jednak nic nie mówiąc chwycił mnie za rękę tak mocno, że chyba nie dopływała mi do niej krew i pociągnął za sobą w stronę pomieszczenia w szkole, o którym wcześniej nie wiedziałam. Weszliśmy do niego przez duże i dość masywne drzwi. Pokój był duży i przestronny.
-Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?-Spytałam oszołomiona i zdenerwowana.
Rafał nic nie powiedział, tylko usiadł na krześle i schował twarz w dłoniach.
-O co tu do cholery chodzi?! Po co ta cała szopka co?
Spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. Ten wzrok sprawił, że nogi się pode mną ugięły.
Wzięłam dla siebie drugie krzesło i usiadłam obok niego. Nie rozumiałam nic z tej sytuacji, ale zrobiło mi się go żal.
-To nie jest tak jak myślisz...-odrzekł tak cicho, że ledwo go usłyszałam.
*Perspektywa Rafała*
Nie mogłem już dłużej wytrzymać, ona nic nie rozumie. Nie mam jej tego za złe, bo sam na jej miejscu nie wiedziałbym o co chodzi... Ale ja nie mogę się powstrzymać, gdy na nią patrzę to po prostu mnie ponosi, nie mogę nad sobą zapanować.
W końcu wodze puściły i mimowolnie złapałem ją za tył głowy przyciągając do siebie i łącząc nasze twarze w namiętnym pocałunku. Myślałem, że będzie tego chciała, ale gdy nasze usta się rozłączyły, wstała i odsunęła się do tyłu.
-Najpierw mówisz "Nie możemy się spotykać"-zacytowała moje wcześniejsze słowa- a teraz co? Może mi zaraz powiesz "Chodź się ruchać"?
Patrzyłem na nią, a ona na mnie. Miała rację. Zaprzeczałem sam sobie. Ale musiałem. Nie miałem innego wyjścia. To wszystko jest takie zagmatwane, ale ani wam, ani jej nie mogę zdradzić prawdy.
*Perspektywa Agnieszki*
Znam prywatnie Rafała w sumie jeden dzień, a już poczułam do niego coś, czego nigdy wcześniej nie czułam. To było dziwne. Ale oczekiwałam jego tłumaczeń.
-Nie masz mi nic do powiedzenia?-krzyknęłam w geście zdenerwowania.
-Nie.-powiedział srogo na mnie patrząc, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Wytłumaczy mi ktoś o co mu chodzi?
Bo ja już mam serdecznie dość na dzisiaj.
_________________________________________________________________________
Elo, elo! Mamy już 3 rozdział! Po dłuższej przerwie, ale jest! Bardzo dużo się tu wydarzyło! Następny rozdział możliwe, że ukarze się w poniedziałek! Pozdrawiam :>
czwartek, 14 maja 2015
Darkness is everywhere / Rozdział 2
"Otworzyłam szeroko oczy wykonując polecenie. Pierwszy raz odkąd jestem w tej szkole on odpuścił komuś odpowiadanie. Czy to aby nie dziwne?"
_________________________________________________________________________________
Czas w szkole minął mi niespodziewanie szybko. Może to dlatego, że wciąż rozmyślałam o dziwnym zachowaniu profesora? Może naprawdę miał dobry humor? A może... może chodzi o coś innego? Sama nie wiem, ale przytłacza mnie ta cała sytuacja.
Gdy wyszłam ze szkoły, poczułam na mojej skórze zimny powiew wiatru. Pogoda była całkiem inna niż rano. Pochmurniało i zrobiło się chłodno mimo tego, że był to środek gorącego maja.
Ruszyłam w stronę przystanku autobusowego, mijając ciekawskie spojrzenia innych ludzi.
Gdy miałam już wsiadać do samochodu, postanowiłam że się przejdę. Dobrze mi to zrobi, po za tym będę miała czas na dokładne przeanalizowanie wszystkich dzisiejszych wydarzeń.
Nagle moje ciało przeszył niespodziewany ból wywołany uderzeniem w moje ciało auta. Nie wiedziałam co się dzieje i nieświadomie upadłam, tracąc jakąkolwiek świadomość. Po niekreślonym dla mnie czasie ktoś zaczął klepać moją twarz.
-Panienko nic Ci nie jest? - Poznałam ten głos od razu.
Próbowałam się jakoś pozbierać, aby potwierdzić swoje przypuszczenia co do tożsamości wybawiciela. Po paru chwilach odzyskiwania pełnej przytomności ujrzałam przed sobą niskiego o dość muskularnej posturze mężczyznę. Miał krótko ścięte włosy i widoczne męskie rysy twarzy. Tak. To był on. Profesor Rafał Kisieliński. Otrzepałam swoje ubrania, wstałam i niepewnie zrobiłam kilka kroków podchodząc do nauczyciela.
-Dziękuję za pomoc.-odchrząknęłam cicho i zestresowana podążyłam w stronę mojego miejsca zamieszkania.
Poczułam szarpnięcie za ramię. Odwróciłam się i stanęłam oko w oko z mężczyzną.
-Poczekaj, odprowadzę Cię do domu. Lepiej, żebyś nie wracała sama. - troskliwy pan Rafał? Ten dzień zaskakuje mnie coraz bardziej.
Szliśmy tak w zupełnej ciszy. Nie podobała mi się ta sytuacja, byłam skrępowana i zażenowana tym wszystkim. Profesor jednak odezwał się po dłuższej chwili:
-Wie pani w ogóle co się stało?
-Chyba potrąciło mnie jakieś auto, więcej niestety nie pamiętam.
-Musimy iść z tym na komisariat. Tacy szaleńcy nie powinni mieć prawa jazdy!
-Spokojnie, przecież żyję. Po za tym nie pamiętam rejestracji, więc policjanci nie mają możliwości znalezienia sprawcy wypadku. Trudno. Stało się. Ważne, że nic mi nie jest. A teraz dziękuję, ale dalej już chyba pójdę sama.
-Nie ma takiej opcji. Odprowadzę Cię pod sam dom.
Nie rozumiem go. Na pewno też chciałby już być w mieszkaniu. Jest młody, a więc wątpię że rzeczą którą chce teraz robić, to niańczenie mnie. Nie będę się już jednak więcej sprzeciwiać, bo nic nie wskóram.
Szliśmy tempem starszych pań. To trochę zabawne. Poruszaliśmy się tak wolno tylko dlatego, że nie chcieliśmy jeszcze wracać do domów. Ciągle rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Nie wiem skąd we mnie tyle odwagi. Jeszcze wczoraj bałam się zamienić z nim słowo. A teraz? Rozmawiamy jak przyjaciele.
-Może przejdziemy na "Ty".-zaproponował nauczyciel.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Ja jestem uczennicą, pan profesorem, i chyba powinno tak zostać.
-Nie przesadzaj. Więc ja jestem Rafał...-mężczyzna wyciągnął do mnie rękę, którą mimowolnie musiałam uścisnąć.
-Agnieszka-powiedziałam z lekkim grymasem na twarzy.
W końcu doszliśmy do mojego domu. Było już naprawdę bardzo późno, a ja nawet nie zadzwoniłam do mamy. Skarciłam się w myślach.
-A więc tu mieszkasz Agnieszko?
-Tak, to tutaj. Dziękuję za poświęcony mi czas.-uśmiechnęłam się delikatnie.
Gdy wypowiedziałam te słowa, Rafał zaczął się do mnie przybliżać...
Przeraziłam się...
________________________________________________________________________________
Witam. Tak jak obiecałam, dzisiaj jest już 2 część opowiadania :) Może domyślacie się już dlaczego profesor Rafał, narusza przestrzeń osobistą Agnieszki? :D
_________________________________________________________________________________
Czas w szkole minął mi niespodziewanie szybko. Może to dlatego, że wciąż rozmyślałam o dziwnym zachowaniu profesora? Może naprawdę miał dobry humor? A może... może chodzi o coś innego? Sama nie wiem, ale przytłacza mnie ta cała sytuacja.
Gdy wyszłam ze szkoły, poczułam na mojej skórze zimny powiew wiatru. Pogoda była całkiem inna niż rano. Pochmurniało i zrobiło się chłodno mimo tego, że był to środek gorącego maja.
Ruszyłam w stronę przystanku autobusowego, mijając ciekawskie spojrzenia innych ludzi.
Gdy miałam już wsiadać do samochodu, postanowiłam że się przejdę. Dobrze mi to zrobi, po za tym będę miała czas na dokładne przeanalizowanie wszystkich dzisiejszych wydarzeń.
Nagle moje ciało przeszył niespodziewany ból wywołany uderzeniem w moje ciało auta. Nie wiedziałam co się dzieje i nieświadomie upadłam, tracąc jakąkolwiek świadomość. Po niekreślonym dla mnie czasie ktoś zaczął klepać moją twarz.
-Panienko nic Ci nie jest? - Poznałam ten głos od razu.
Próbowałam się jakoś pozbierać, aby potwierdzić swoje przypuszczenia co do tożsamości wybawiciela. Po paru chwilach odzyskiwania pełnej przytomności ujrzałam przed sobą niskiego o dość muskularnej posturze mężczyznę. Miał krótko ścięte włosy i widoczne męskie rysy twarzy. Tak. To był on. Profesor Rafał Kisieliński. Otrzepałam swoje ubrania, wstałam i niepewnie zrobiłam kilka kroków podchodząc do nauczyciela.
-Dziękuję za pomoc.-odchrząknęłam cicho i zestresowana podążyłam w stronę mojego miejsca zamieszkania.
Poczułam szarpnięcie za ramię. Odwróciłam się i stanęłam oko w oko z mężczyzną.
-Poczekaj, odprowadzę Cię do domu. Lepiej, żebyś nie wracała sama. - troskliwy pan Rafał? Ten dzień zaskakuje mnie coraz bardziej.
Szliśmy tak w zupełnej ciszy. Nie podobała mi się ta sytuacja, byłam skrępowana i zażenowana tym wszystkim. Profesor jednak odezwał się po dłuższej chwili:
-Wie pani w ogóle co się stało?
-Chyba potrąciło mnie jakieś auto, więcej niestety nie pamiętam.
-Musimy iść z tym na komisariat. Tacy szaleńcy nie powinni mieć prawa jazdy!
-Spokojnie, przecież żyję. Po za tym nie pamiętam rejestracji, więc policjanci nie mają możliwości znalezienia sprawcy wypadku. Trudno. Stało się. Ważne, że nic mi nie jest. A teraz dziękuję, ale dalej już chyba pójdę sama.
-Nie ma takiej opcji. Odprowadzę Cię pod sam dom.
Nie rozumiem go. Na pewno też chciałby już być w mieszkaniu. Jest młody, a więc wątpię że rzeczą którą chce teraz robić, to niańczenie mnie. Nie będę się już jednak więcej sprzeciwiać, bo nic nie wskóram.
Szliśmy tempem starszych pań. To trochę zabawne. Poruszaliśmy się tak wolno tylko dlatego, że nie chcieliśmy jeszcze wracać do domów. Ciągle rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Nie wiem skąd we mnie tyle odwagi. Jeszcze wczoraj bałam się zamienić z nim słowo. A teraz? Rozmawiamy jak przyjaciele.
-Może przejdziemy na "Ty".-zaproponował nauczyciel.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Ja jestem uczennicą, pan profesorem, i chyba powinno tak zostać.
-Nie przesadzaj. Więc ja jestem Rafał...-mężczyzna wyciągnął do mnie rękę, którą mimowolnie musiałam uścisnąć.
-Agnieszka-powiedziałam z lekkim grymasem na twarzy.
W końcu doszliśmy do mojego domu. Było już naprawdę bardzo późno, a ja nawet nie zadzwoniłam do mamy. Skarciłam się w myślach.
-A więc tu mieszkasz Agnieszko?
-Tak, to tutaj. Dziękuję za poświęcony mi czas.-uśmiechnęłam się delikatnie.
Gdy wypowiedziałam te słowa, Rafał zaczął się do mnie przybliżać...
Przeraziłam się...
________________________________________________________________________________
Witam. Tak jak obiecałam, dzisiaj jest już 2 część opowiadania :) Może domyślacie się już dlaczego profesor Rafał, narusza przestrzeń osobistą Agnieszki? :D
środa, 13 maja 2015
Darkness is everywhere / Rozdział 1
A więc na początek może wam się przedstawię, nazywam się Agnieszka i mam 18 lat. Opowiem wam moją historię, która może wielu z was zaciekawić i pouczyć. Nie przedłużając... Jeśli jesteście ciekawi to czytajcie.
_______________________________________________________________________________
Do mojej głowy dostał się bardzo głośny i nieprzyjemny dźwięk. Tak... to oczywiście mój ukochany budzik, który zadręcza mnie swoją melodią codziennie o tej samej godzinie.
Spojrzałam na zegarek: 6:00. Tak jak myślałam, lecz wolałam się jednak upewnić. Wstałam żwawo aby odeszło zapotrzebowanie dalszego snu. Ruszyłam w stronę łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, a następnie szybkim ruchem zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Zawsze mam problem z wyjściem, bo ciepłe strumienie wody na moim ciele po prostu uzależniają. Po umyciu się ubrałam przygotowane poprzedniego dnia ciuchy. Podskakując ruszyłam w stronę kuchni, aby przywitać się z mamą i zjeść śniadanie. Aby uniknąć dalszych nieporozumień, powiem wam, że mój tato nie żyje. Zmarł w wypadku 2 lata temu. Dlaczego? Bo jakiś wariat postanowił, że zamiast 50 km/h będzie jechał 150... Już się pozbierałam, ale lepiej byłoby mieć ojca co nie? Zostawmy ten temat na kiedy indziej.
Po zjedzonym śniadaniu podbiegłam jeszcze do toaletki, rozczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż, który jedynie minimalnie podkreślał moją urodę.
Wyszłam z domu ok. godziny 7:30. Wsiadłam w autobus i po 15 minutach byłam już pod moją "ukochaną" szkołą.
Nienawidziłam tu przychodzić. Pełno dziewczyn, które jedyne o czym marzą to strata dziewictwa. Od groma chłopców, dla których płeć przeciwna to zabawki. Ich zdaniem można je oddać komuś innemu jak się znudzą.
Papierosy? Używki? Nie moja bajka. Walka o popularność? Seks za pieniądze? Stanowczo nie.
Nie jestem taka jak inni. Niech sobie mówią na mnie "cnotka przyzwoitka", ale ja znam swoją wartość i wiem, że muszę być asertywna.
Weszłam do klasy. Delikatnie położyłam torebkę na ławce i opadłam na krzesło. Pomieszczenie było prawie puste. Rozglądnęłam się i nie minęło wiele czasu, gdy w całej szkole rozległ się dźwięk dzwonka. Do klasy weszła cała moja "szkolna rodzina", a tuż za nimi profesor. Nie jaki Pan Rafał Kisieliński. Nigdy go nie lubiłam. Był młody, ostry i nieprzewidywalny.
Wszyscy już usiedli na swoich miejscach i nastała niebywała cisza. Mężczyzna stojący na środku sali zmierzył wszystkich po kolei wzrokiem i przemówił swoim męskim głosem:
-Nie raczycie wstać i powiedzieć mi dzień dobry? Jak was wychowano?
Cała klasa posłusznie wstała i wypowiedziała te dwa, jakże ważne dla profesora słowa. Ponownie usiedliśmy i rozpoczęła się katastrofalna dla wszystkich chwila.
-No to co? Jest ktoś chętny do odpowiedzi?-mężczyzna uśmiechnął się chytrze i przejechał palcami po brodzie udając zamyślenie.
-Który dziś mamy? Ah... 13. Kim jest osoba z numerem trzynastym?
Pech chciał, że byłam to właśnie ja. Tak wiem, powinnam się była nauczyć, ale wolałam przygotować się na sprawdzian z innego przedmiotu. Wyszłam na środek klasy ze spuszczoną głową. Nauczyciel usiadł na swoim obrotowym krześle i spojrzał badając moje ciało od stóp do głów. Poczułam się bardzo nieswojo, więc odchrząknęłam znacząco, co wyrwało mężczyznę z zamyślenia.
-A więc panno Agnieszko...-nie dokończył, bo znowu wpadł w jakby trans wpatrując się we mnie w przedziwny sposób, po chwili jednak oprzytomniał i dokończył wcześniej rozpoczęte zdanie:
-Ma pani szczęście, bo dziś mam wyjątkowo dobry humor. Wróć na miejsce.
Otworzyłam szeroko oczy wykonując polecenie. Pierwszy raz odkąd jestem w tej szkole on odpuścił komuś odpowiadanie. Czy to aby nie dziwne?
_______________________________________________________________________________
A więc mamy pierwszy rozdział.
Troszkę krótki i moim zdaniem mało ciekawy, ale akcja dopiero się rozkręci.
Pozdrawiam ;)
_______________________________________________________________________________
Do mojej głowy dostał się bardzo głośny i nieprzyjemny dźwięk. Tak... to oczywiście mój ukochany budzik, który zadręcza mnie swoją melodią codziennie o tej samej godzinie.
Spojrzałam na zegarek: 6:00. Tak jak myślałam, lecz wolałam się jednak upewnić. Wstałam żwawo aby odeszło zapotrzebowanie dalszego snu. Ruszyłam w stronę łazienki i przemyłam twarz zimną wodą, a następnie szybkim ruchem zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Zawsze mam problem z wyjściem, bo ciepłe strumienie wody na moim ciele po prostu uzależniają. Po umyciu się ubrałam przygotowane poprzedniego dnia ciuchy. Podskakując ruszyłam w stronę kuchni, aby przywitać się z mamą i zjeść śniadanie. Aby uniknąć dalszych nieporozumień, powiem wam, że mój tato nie żyje. Zmarł w wypadku 2 lata temu. Dlaczego? Bo jakiś wariat postanowił, że zamiast 50 km/h będzie jechał 150... Już się pozbierałam, ale lepiej byłoby mieć ojca co nie? Zostawmy ten temat na kiedy indziej.
Po zjedzonym śniadaniu podbiegłam jeszcze do toaletki, rozczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż, który jedynie minimalnie podkreślał moją urodę.
Wyszłam z domu ok. godziny 7:30. Wsiadłam w autobus i po 15 minutach byłam już pod moją "ukochaną" szkołą.
Nienawidziłam tu przychodzić. Pełno dziewczyn, które jedyne o czym marzą to strata dziewictwa. Od groma chłopców, dla których płeć przeciwna to zabawki. Ich zdaniem można je oddać komuś innemu jak się znudzą.
Papierosy? Używki? Nie moja bajka. Walka o popularność? Seks za pieniądze? Stanowczo nie.
Nie jestem taka jak inni. Niech sobie mówią na mnie "cnotka przyzwoitka", ale ja znam swoją wartość i wiem, że muszę być asertywna.
Weszłam do klasy. Delikatnie położyłam torebkę na ławce i opadłam na krzesło. Pomieszczenie było prawie puste. Rozglądnęłam się i nie minęło wiele czasu, gdy w całej szkole rozległ się dźwięk dzwonka. Do klasy weszła cała moja "szkolna rodzina", a tuż za nimi profesor. Nie jaki Pan Rafał Kisieliński. Nigdy go nie lubiłam. Był młody, ostry i nieprzewidywalny.
Wszyscy już usiedli na swoich miejscach i nastała niebywała cisza. Mężczyzna stojący na środku sali zmierzył wszystkich po kolei wzrokiem i przemówił swoim męskim głosem:
-Nie raczycie wstać i powiedzieć mi dzień dobry? Jak was wychowano?
Cała klasa posłusznie wstała i wypowiedziała te dwa, jakże ważne dla profesora słowa. Ponownie usiedliśmy i rozpoczęła się katastrofalna dla wszystkich chwila.
-No to co? Jest ktoś chętny do odpowiedzi?-mężczyzna uśmiechnął się chytrze i przejechał palcami po brodzie udając zamyślenie.
-Który dziś mamy? Ah... 13. Kim jest osoba z numerem trzynastym?
Pech chciał, że byłam to właśnie ja. Tak wiem, powinnam się była nauczyć, ale wolałam przygotować się na sprawdzian z innego przedmiotu. Wyszłam na środek klasy ze spuszczoną głową. Nauczyciel usiadł na swoim obrotowym krześle i spojrzał badając moje ciało od stóp do głów. Poczułam się bardzo nieswojo, więc odchrząknęłam znacząco, co wyrwało mężczyznę z zamyślenia.
-A więc panno Agnieszko...-nie dokończył, bo znowu wpadł w jakby trans wpatrując się we mnie w przedziwny sposób, po chwili jednak oprzytomniał i dokończył wcześniej rozpoczęte zdanie:
-Ma pani szczęście, bo dziś mam wyjątkowo dobry humor. Wróć na miejsce.
Otworzyłam szeroko oczy wykonując polecenie. Pierwszy raz odkąd jestem w tej szkole on odpuścił komuś odpowiadanie. Czy to aby nie dziwne?
_______________________________________________________________________________
A więc mamy pierwszy rozdział.
Troszkę krótki i moim zdaniem mało ciekawy, ale akcja dopiero się rozkręci.
Pozdrawiam ;)
sobota, 11 kwietnia 2015
Darkness is everywhere / Krótki wstęp
Agnieszka to piękna i mądra dziewczyna,
Jest normalną nastolatką,
Czy jedna osoba, będzie potrafiła zmienić całe jej życie?
Jeśli jesteście ciekawi jej losu...
Zapraszam do czytania tego opowiadania,
które pełne będzie nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Jest normalną nastolatką,
Czy jedna osoba, będzie potrafiła zmienić całe jej życie?
Jeśli jesteście ciekawi jej losu...
Zapraszam do czytania tego opowiadania,
które pełne będzie nieoczekiwanych zwrotów akcji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)