"-Nie masz mi nic do powiedzenia?-krzyknęłam w geście zdenerwowania.
-Nie.-powiedział srogo na mnie patrząc, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Wytłumaczy mi ktoś o co mu chodzi?
Bo ja już mam serdecznie dość na dzisiaj."
Wyszłam z pomieszczenia ze łzami w oczach. Byłam zszokowana tym wszystkim co się dziś stało. Czy możliwe waszym zdaniem jest pokochać człowieka którego dotąd się nienawidziło? Nauczyciela, który był najgorszy ze wszystkich? Gdy opuściłam cały budynek na moją twarz zaczęły spadać krople deszczu. Nie zważając na to szłam dalej. Zimny powiew wiatru kierował kosmyki moich włosów w każdą możliwą stronę. Było mi strasznie zimno, tym bardziej że byłam ubrana jedynie w jeansową spódniczkę i koszulkę na ramiączkach. W tamtym momencie jednak musiałam to jakoś zlekceważyć i iść dalej. O tej godzinie nie kursowały autobusy, więc pozostało mi dojście do domu pieszo. Nagle po mojej prawej stronie zaczęła zatrzymywać się czerwona Honda. Cóż, nigdy wcześniej nie widziałam tego auta i nie wiedziałam do kogo należy, więc nie zwróciłam na niego specjalnej uwagi. Auto jechało mniej więcej taką prędkością jaką ja szłam. Wydało mi się to niepokojące, więc przystanęłam i spojrzałam na szybę, która powoli zaczęła się rozsuwać.
Zgadniecie kto był kierowcą? Rafał. Ten sam, który jeszcze pół godziny temu powiedział, że nie możemy się spotykać.
-Czego ode mnie chcesz?-powiedziałam najniemilej jak tylko mogłam.
-Podwiozę Cię.
-Nie. Poradzę sobie.
-Wsiadaj do tego cholernego samochodu, bo zaraz z niego wyjdę i już tak miło nie będzie.
Lekko przestraszona wsiadłam do pojazdu. Ledwo zapięłam pas, a Rafał już ruszył z piskiem opon ciągle zwiększając prędkość. Nie wiem czemu się tak spieszył.
Zobaczyłam swój dom, zaczęłam już szykować się do wyjścia, gdy zorientowałam się, że mężczyzna wcale się przy nim nie zatrzymał.
-Zaraz, zaraz... minąłeś mój dom.-powiedziałam zdezorientowana.
-Wiem.-odburknął tylko nawet na mnie nie patrząc.
-Zawróć! Nie chcę nigdzie z Tobą jechać. Nie rozumiesz tego?
-Nie.
Łzy napłynęły mi do oczu. Byłam bezradna i nie wiedziałam, gdzie ten wariat mnie wiezie.
Po ok. 30 min. zatrzymaliśmy się przy stacji benzynowej. Na dworze było już całkiem ciemno.
-Poczekaj tutaj.-warknął wychodząc z auta.
Myślał, że jestem głupia i tu zostanę? Wyszłam z auta rozglądając się i szukając jakiegoś punktu, który uświadomiłby mnie gdzie jesteśmy.
Po chwili zrozumiałam, że jesteśmy na jakiejś starej stacji w środku lasu. Kompletnie nie wiedziałam w którą stronę mam iść. Rozejrzałam się jeszcze dookoła sprawdzając, czy Rafał już nie wraca. Poszedł kupić zapewne jakieś jedzenie. Nie tracąc jednak czasu ruszyłam w przeciwną stronę, tzn. w tą, z której jechaliśmy. Byłam naprawdę przerażona. Sama. W nocy. W ciemnym lesie. Naprawdę nie mogłam lepiej spędzić piątku.
Nagle zawahałam się, czy może nie wrócić? Przecież sobie nie poradzę...
Moje rozmyślenia przerwał strzał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz